| GW: Rowerzyści z Zachodu nie chcą już na Mazury |
|
Ratusz przygotowuje się do walki, by międzynarodowa ścieżka rowerowa przebiegała przez Olsztyn.
Szkoda, że urzędnicy nie wykorzystali wcześniej szansy, by postarać się o inne pieniądze z Unii Europejskiej na trasy dla rowerzystów w mieście
Choć od wyboru trasy rowerowej biegnącej przez region minęło już kilka tygodni i pisaliśmy o tym wielokrotnie, sprawa wciąż wzbudza wielkie emocje. Olsztyńscy urzędnicy wciąż liczą, że uda im się przeforsować swoją propozycję, czyli, że ścieżka zostanie zbudowana w centralnych rejonach Warmii i Mazur i przejdzie także przez Olsztyn, a nie pod granicą z Rosją. W walkę zaangażowali się lokalni działacze rowerowi, którzy organizują dziś o godz. 17 spotkanie w Planecie 11 (al. Piłsudskiego 38). Zastanawiać się na nim będą nad przebiegiem trasy. - Cieszę się, że pracownicy ratusza dostrzegli, że mamy coś do powiedzenia - mówi Mirosław Arczak, społecznik i rowerzysta. - W końcu jesteśmy praktykami.
Ścieżka na północy to wyrzucanie pieniędzy w błoto
Centralny wariant popierają też przedsiębiorcy zajmujący się turystyką rowerową. - Turyści sami wyznaczają miejsca, które są dla nich atrakcyjne, a z naszego doświadczenia wynika, że najbardziej interesuje ich trójkąt Ruciane-Nida-Giżycko-Mikołajki - mówi Bartłomiej Łabęcki z firmy DNV Tours Polska. - I choćby nie wiem jak wspaniałe były ścieżki na północy, to nie przyciągną turystów, bo nie są to dla nich atrakcyjne tereny.
List z uwagami na temat zagrożeń dla turystyki rowerowej na Warmii i Mazurach wysłał do marszałka województwa także niemiecki przedsiębiorca z branży turystycznej - Mazury są zaliczane do najważniejszych regionów turystyki rowerowej w Europie. Niestety, od roku 2006 coraz mniej turystów tu przyjeżdża - pisze Gerd Hesse. - Mazury są piękne. Można tu aktywnie wypoczywać na wiele sposobów, tylko nie można jeździć rowerem. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że z pieniędzy z Unii Europejskiej ma powstać ścieżka rowerowa wzdłuż granicy rosyjskiej. Jeśli to prawda, to będą to źle wydane dotacje.
Zdaniem przedsiębiorców, dla turysty zagranicznego najbardziej atrakcyjna jest trasa Ruciane-Mikołajki-Ryn-Giżycko-Gierłoż-Kętrzyn-Święta Lipka-Mrągowo-Krutyń. Z tej trasy rowerzyści z Zachodu chętnie zbaczają do Węgorzewa, Pisza i objeżdżają jezioro Śniardwy.
U marszałka biorą odpowiedzialność za wybór
Jarosław Słoma z zarządu województwa, odpowiedzialny za turystykę: - Ja rozumiem, że każdy chciałby mieć ścieżkę tam, gdzie prowadzi biznes. Ale zarząd województwa przyjął takie rozstrzygnięcie [ścieżkę na północy regionu - red.] i bierzemy na siebie całą odpowiedzialność za tę decyzję.
Łabęcki ripostuje: - Tu nie chodzi o interesy. Po prostu zajmujemy się sprowadzeniem turystów i wiemy, że oni chcą jeździć do Giżycka i Mikołajek. Na promocję ścieżki pod granicą rosyjską potrzebne będą ogromne środki. A Wielkie Jeziora są już wypromowane. Proszę zobaczyć, jak rozwija się turystykę rowerową na Zachodzie. W Austrii jest trasa wokół Dunaju, we Francji dookoła Loary, a w Niemczech wokół Jeziora Bodeńskiego, czyli w miejscach najbardziej znanych i najlepiej rozreklamowanych.
Przypomnijmy, że z pieniędzy unijnych ma być zbudowana trasa rowerowa przez pięć województw, od Podkarpacia po Warmię i Mazury. Urząd Marszałkowski rozważał dwa warianty ścieżki. Przez środek województwa i najbardziej popularne turystycznie rejony, w tym przez Olsztyn, oraz na północy, wzdłuż granicy z Rosją. I ten drugi wariant wygrał. Samorządowcy argumentowali, że północna ścieżka rowerowa pobudzi rozwój turystyki w najsłabszych rejonach województwa. Szybko odezwały się głosy sprzeciwu. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, bo do końca listopada w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która koordynuje projekt, trwają ogólnopolskie konsultacje w sprawie tej ścieżki. Olsztyn chce przekonać agencję do centralnego wariantu trasy.
Walczą, a zapomnieli o innych pieniądzach na ścieżki
Ale choć olsztyńscy urzędnicy są nastawieni tak bojowo do walki o ścieżkę regionalną i można odnieść wrażenie, że bardzo im zależy na rowerzystach, nie wykorzystali możliwości, by sięgnąć po pieniądze z innych programów unijnych na ścieżki w mieście. A była na to szansa. Wystarczyło zgłosić jakiś projekt do konkursu na "Wzrost potencjału turystycznego" i "Publiczną infrastrukturę turystyczną". Niestety, z Olsztyna nie wypłynął żaden wniosek o te pieniądze. Zrobiły to władze Biskupca, którym marzy się trasa rowerowa z Rukławek przez Biskupiec do Rzecka. Ścieżkę wzdłuż al. Wczasów chce zbudować samorząd z Rucianego-Nidy. A Giżycko planuje Mazurski Trakt Rowerowy, prowadzący także nad jezioro Niegocin. Największy projekt złożył samorząd lidzbarski - na budowę trasy rowerowej wokół Jeziora Lidzbarskiego. - Nie możemy nikogo zmuszać do składania wniosków - komentuje Bożena Wrzeszcz-Zwada, dyrektor departamentu zarządzania programami rozwoju regionalnego w Urzędzie Marszałkowskim. - Wiele mniejszych samorządów próbuje, chociaż wiedzą, że ich próby pozyskania pieniędzy nie zawsze kończą się sukcesem. Ale przynajmniej się starają.
Barbara Tuńska, z biura strategii i rozwoju miasta, zapowiada, że i Olsztyn zacznie też się starać o pieniądze na rowerowe trasy. - Do końca roku opracowany zostanie plan dróg rowerowych w Olsztynie, który będzie bazą do przyszłych działań inwestycyjnych - mówi. - Nasze biuro zostało utworzone w czerwcu właśnie do obsługi mniejszych projektów, które dotąd ginęły w cieniu wielkich inwestycji. Wcześniej nie mieliśmy pieniędzy [tzw. wkładu własnego - red.] na prowadzone przez nas projekty. Teraz to się zmieni. Będziemy szukać środków w różnych programach i aplikować o nie.
Magda Brzezińska, Grzegorz Szydłowski
Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA Najnowsze:
Najstarsze:
|







